środa, 23 kwietnia 2014

"My goal is to build a bridge across the past and present, East and West, history and literature, theory and practice, imagination and reality."

Ping, Wang. Aching for Beauty : Footbinding in China.

niedziela, 20 kwietnia 2014

Tak się składa

, że przeniosłam bloga po jego pełnych 4 dniach istnienia na inną platformę, tzn. właśnie tę tutaj. Dlatego przeniosłam wszystkie 4 wpisy i teraz się z tego tłumaczę. To by było na tyle, dziękuję bardzo i pozdrawiam wszystkich, którzy czytają tego bloga, czyli nikogo.

(bez tytułu)

Błyskawicznie się zalogowałam, by uwiecznić to, czym eksploduje moja głowa w tym momencie, aby:

zamknąć, zakuć to w zwierciadle, lustra wnętrzu
skrystalizować jak sól na sznureczku, na nitki kawałku,
co na ołówku czy kredce zwisa w kubku
wyryć jak w tabliczce z gliny, w słońca skwarze wysuszonej
to słowa i obrazy i dźwięki, które z siłą i prędkością ręki
kowala
produkują się w mojej głowie
konwulsyjnie samorzutnie i nieopanowanie
muszę wypluć,
z głowy wytrząsnąć
wymrugać
i wykrzyczeć bym chciała
a zgłosek nie stanie na opowiedzenie, co się dzieje
we wrzącym ciele duszy



Garść odłamków rzeczywistości na dziś:

"Więc jak ci się zdaje, że wiesz wszystko o świecie, bo rano jadąc metrem darmową czytałeś gazetę, to nie wiesz nic, bo nie znałeś nigdy Patrycji Pitz, nie wiedziałeś jej oczu smutnych jak z moczem słoiczki po keczupie „Pudliszki”."
"Czy słowo laczki jest niepoprawnym słowem, czy tylko już niemodnym?
Ani niepoprawnym, ani już niemodnym. Laczki to na przykład według prof. Mariana Kucały (Twoja mowa cię zdradza) 'pantofle bez napiętka'. Przypuszczalnie ta „krakowska’’ definicja niewiele wyjaśnia mieszkańcom centralnej Polski. Pantofle to w Krakowie przede wszystkim to samo, co gdzie indziej kapciepapciepapucie, ale już niekoniecznie bambosze czy słownikowe 'lekkie, płytkie buty' bądź, jak piszą w Wikipedii, 'elegancki rodzaj obuwia damskiego o niskiej cholewce (poniżej kostki)'. To również nie to samo, co klapki, bo w niektórych klapkach można pójść na plażę czy basen, a w laczkach chodzi się zwykle tylko „po domu”. Z pewnością to nie to samo, co przemyskie meszty.
laczachlaciachlaczkach chodzą ludzie na terenach, które miały długotrwały kontakt z językiem niemieckim, czyli w Wielkopolsce, na Śląsku, Kaszubach, Warmii i Mazurach, bo używane w Polsce słowa pochodzą od niem. der Latsch, l.mn. die Latsche."




Jak kwiatek do kożucha

Tę relację można by określić prostym, acz trafnym 'pasowali do siebie jak kwiatek do kożucha'.
Było to tak: kożuch wiele lat wisiał w szafie, zajęty byciem kożuchem - był bardzo praktyczny i pomocny ludziom. Ogrzewał ich ciała i był w tym dobry. Cholernie dobry. Cieszył się pewnym szacunkiem, gdyż zwiedził wiele miejsc - dużo podróżował służbowo. W zasadzie był spełnionym i niczego nie potrzebującym już od życia kożuchem. Pewnego dnia jednak, w trakcie zamykania się w szafie, dostrzegł go z parapetu kwiatek. Kwiatek był delikatny, wrażliwy i ciekawy świata. Spodobał mu się kożuch - w końcu był taki przydatny i pomagał ludziom! Na pewno musiał mieć dobry charakter. Kożuch owszem, jako artystyczna dusza, zainteresował się świeżą urodą kwiatka, ale bardzo szybko ulotniła mu się z głowy. Kwiatek jednak nie mógł zapomnieć i postanowił zdobyć uwagę i serce kożucha. Może był chwilami natarczywy, ale mimo wszystko subtelny.  Z całą pewnością to od niego wychodziła cała inicjatywa. Kożuch - może dlatego, że nie miał nic lepszego do roboty  - ostatecznie postanowił podtrzymać kontakt z kwiatkiem. W końcu można by powiedzieć, że stali się parą - kwiatek osiadł na klapie kożucha i cieszył się ze swojego nowego ciepłego miejsca na sercu wybranka. Nikt wprost tego nie powiedział, ale para była z nich średnio dobrana. Kożuch zdecydowanie zainteresowany był byciem kożuchem, ale poprawnie wywiązywał się z obowiązków partnerskich. Kwiatek jednak miał w sobie wiele pasji i ciekawości świata - chciał próbować wielu rzeczy, zmieniać się, ewoluować, cieszyć się każdą chwilą życia razem z kożuchem. Kożuch jednak był zbyt zajęty kożuchowaniem i zbyt ociężały (wszyscy wiemy jak się mają gabaryty kożuchów do kwiatków, prawda?), aby dzielić radość istnienia z kwiatkiem. Kwiatek ostatecznie musiał chodzić zawsze tam, gdzie kożuch (w końcu był do niego przyczepiony), a kożuch miał w swoim skórzanym poważaniu wyższe potrzeby kwiatka. Pewnego dnia, ni stąd ni z owąd, kwiatek opadł z kożucha. I nigdy już się do siebie nie odezwali. Kożuch żył dalej swoim kożuszym życiem, jak gdyby nigdy nic. Kwiatek trochę podwiędł, ale poczuł też, że w końcu może być szczęśliwy jako kwiatek. Uświadomił sobie to, co chyba wiedział od dawna. Kwiatek do kożucha nie pasuje.



Dziewiczy post

Czy warto?
pytania to odpowiedzi
już jakiś czas chodzę po lodzie i we mgle, ale z głową ciągle w chmurach
niech ten blog stanie się listem do mnie samej
a-men.